04 / 06 / 2019

To my - recenzja

Na ekranie

To my czyli Us

Amerykańska rodzina Afroamerykanów, jak co roku spędza urlop w domku nad jeziorem. Mąż namawia żonę na wycieczkę z dziećmi na popularną plażę nad oceanem. W nocy po powrocie ich niepokój wzbudza dziwne wydarzenie. 

Reżyseria

Jordan Peele

Scenariusz

Jordan Peele

Gatunek

Thriller

Premiera

22 marca 2019 (Polska) 8 marca 2019 (świat)

Obsada

Lupita Nyong'o, Winston Duke, Elisabeth Moss, Tim Heidecker, Shahadi Wright Joseph, Evan Alex, Yahya Abdul-Mateen II, Anna Diop

Boxoffice

$254 439 692

Okiem Geeka i tylko mój, bo ona nie lubi thrillerów

Rok 1980, Kalifornia Santa Cruz, wesołe miasteczko zaraz obok oceanu. Małżeństwo Afroamerykanów spędza czas z córką Adelaide na grach i zabawie jakie daje park rozrywki. Dziewczynka już na pierwszy rzut oka wygląda na wyobcowaną i odizolowaną, ale rodzice totalnie tego nie zauważają albo nic z tym nie robią. Bardziej skupiają się na wzajemnej dyskusji i sprzeczaniu się o podejście do wychowania. W pewnym momencie Adelaide zostaje pod opieką ojca, który bardziej skupił się na grze Whac-A-Mole (zbijanie losowo wyskakujących zwierząt z nor młotkiem). Dziewczynka oddala się idzie na plażę, gdzie trafia do domu luster połączonego z domem strachów. Nagle gaśnie światło i nastaje lekka panika. Dziewczynka próbuje znaleźć wyjście w labiryncie luster i odbić. Nagle jedno z jej „odbić” odwraca się, jednak jest to żywa kopia Adelaide. Tutaj następuje przeskok do gabinetu psychologa i rozmowy rodziców ze specjalistą, bo dziewczynka przestała mówić, jest totalnie zamknięta w sobie, a to wszystko tylko w czasie 15 min, na jaki zniknęła ojcu z oka. 

czasy obecne i domek nad jeziorem

Dobrze, że nie grupa nastolatków w samotnym domku nad jeziorem!
Poznajemy dorosłą Adelaide, jej męża Gabe’a, córkę Zorę i syna Jasona, jadących jak co roku rodzinnego domu Adelaide, aby spędzić tam urlop. Zora to typowa, ładna nastolatka, bardziej zajęta smartfonem i słuchaniem muzyki niż rozmową z rodzicami, Jason ma na oko około 6-7 lat, ale pewne problemy osobowe, które ukrywa pod maską wilkołaka.
Po Adelaide widać, że nadal jest lekko odizolowana od rzeczywistości i zmaga się ze sporadycznymi wizjami. Gabe wpada na pomysł, aby wybrać się na wycieczkę do Santa Cruz i spotkać się ze wspólnymi znajomymi Joshem, Kitty i ich córkami Beccą i Lindsey.  Początkowo Adelaide zupełnie się ten pomysł nie podoba, wracają wspomnienia z dzieciństwa i całkowicie nie chce o tym słyszeć. Mąż jednak przekonuje ją, że dzieciom się to spodoba i dochodzą do konsensusu, że wrócą przed zmrokiem. W nocy 
Dzień na plaży mija szybko, każdy spędza go na swój sposób, nic złego się nie dzieje. Adelaide zajęta rozmową z Kitty nie zauważa jak jej syn oddala się do toalety. Widzi ten sam dom luster, w którym jego mama zgubiła się będąc małą dziewczynką. Gdy wychodzi z toalety widzi stojącego tyłem do niego mężczyznę, ubranego jak bezdomny, krwawiącego z jednej dłoni. Nie podchodzi jednak do niego, tylko wraca do rodziców. Jednak w międzyczasie Adelaide zauważyła brak syna i wpadła panikę i zaczęły się nerwowe poszukiwania Jasona. Ten sam wrócił na miejsce, jednak kobieta cała w nerwach upomina go, że zawsze musi jej mówić gdzie idzie zanim się od nich oddala. Rodzina wróciła do domu i nastał wieczór. 

Niby tacy sami, a jednak inni

Po wspomnianym wcześniej sielankowym wstępie w pewnym momencie dochodzi do nagłego przyspieszenia akcji. Jest to oczywiście zasługą pojawienia się na ekranie kopii rodziny Adelaide, której jednak bliżej do rodziny Kuby Rozpruwacza niż do prawowitych obywateli.
„To my” bazuje na motywie, który kilka razy już pojawiał się w różnych produkcjach, a mianowicie na spotkaniu swojego złego sobowtóra. Niespodziewani „goście” bliźniaczo podobni do rodziny Adelaide, ubrani w czerwone stroje przypominające więzienne uniformy, sandały i uzbrojeni w duże złote nożyczki od razu wzbudzają niepokój, co od razu dodaje smaczku produkcji. Ich ruchy są nie ludzkie, nie mówią tylko ryczą jak zwierzęta, również ich sprawność fizyczna jest ponad przeciętna. Bardzo dobrze w wymagających podwójnych rolach odnalazła się cała obsada całej rodziny. Pozytywnym zaskoczeniem pod tym względem jest na pewno Winston Duke, którego czarny humor doskonale wpasował się z resztą filmu, a parę jego ripost naprawdę mogło rozśmieszyć. Na wielkie wyróżnienie zasługuje tu również para głównych dzieciaków, odgrywanych przez debiutantów Shahadi Wright Joseph oraz Evana Alexa, których alter ego budzą autentyczny niepokój w oczach widza. Szczególnie ekranowa Zora zdaje się w sobie skrywać wielki talent aktorski.

ogólne wrażenia

Bardzo wiele osób piszę o rewelacyjnym poprzednim filmie Jordana Peele „Uciekaj”, którego nie miałem jeszcze okazji oglądać, co może daje mi może mniejsze wymagania od filmu „To my”. Może to i dobrze, bo chciałem dobrego thrillera, zahaczającego o horror i dostałem bardzo dobrą moim zdaniem produkcję. Motyw przewodni złych bliźniaków bardzo mi pasował, napięcie trzyma poziom praktycznie przez cały film, aktorzy świetnie odegrali swoje role, a zwroty akcji były nieprzewidywalne co dodawało bardzo fajne wrażenia dla całej produkcji. „To my” nie opiera się na wzbudzeniu w widzi obrzydzenia, tylko zmusza go do skupienia i myślenia. Każdy może odczuwać ten film inaczej w zależności od własnych doświadczeń i wartości, co samo w sobie jest wspaniałe. Na wyróżnienie zasługuje również ścieżka dźwiękowa, która dodaje wiele napięcia dla całego filmu, szczególnie fragmenty chóralne. Jedyne co mi nie pasowało to nie wyjaśnione dokładnie pochodzenie sobowtórów oraz ich ostateczny cel przewodni, który wydaje się zwyczajnie głupi i niedorzeczny. Jednak całość zasługuje na gody polecenia bardzo dobry film, który wyróżnia się na tle produkcji na przestrzeni kilku lat. 

Moja ocena 8
8/10

A na koniec zwiastun co go nie widzieli

Facebook
Facebook
Twitter
YouTube
YouTube
Instagram

Geek

Gram w grę, oglądam kolejny film Marvela lub obracam kartoniki do Magica. A dodatkowo sprawdzam co ładnego zawitało w świecie technologii.