01 / 03 / 2019

Narodziny gwiazdy - recenzja

Na ekranie

Narodziny gwiazdy czyli A Star Is Born

Płomienny romans między dogasającą gwiazdą muzyki country a nieznaną piosenkarką zmienia ich życie na zawsze. 

Okiem Geeka

Ona ma na imię Ally, za dnia pracuje jako kelnerka, a wieczorami dorabia w klubie dla transwestytów, śpiewając piosenki Edith Piaf. On, Jackson Maine, jest gwiazdą, na jego koncerty przychodzi tłum ludzi, jest rozpoznawalny, ale już swój wiek ma. Jak to gwiazda, często sięga po użytki, przeważnie alkohol. Przez przypadkowe spotkanie oboje dostają szansę na odmianę losu. Ona zyskuje mentora, on – muzę, oboje partnera. Przez długi czas film i ich życie to sielanka, piękne momenty, cudowne piosenki wykonywane zarówno przez Gagę jak i Coopera przez nich samych. Daje to dodatkowy smaczek filmowi. 

Potem robi się gorzko. Jackson w każdej chwili może stracić słuch, ściera się z bratem, który jednocześnie jest jego managerem i powoli koncertuje coraz mniej bo zainteresowanie spada. Ona zaś dostaje szansę kariery solowej, trafia na bardzo wpływowego managera, który radykalnie zmienia jej wizerunek, pomimo początkowego sprzeciwu Ally. Powoli ale skutecznie przeobraża się w sztuczny produkt dla mas, gwiazdę popową, jej piosenki przestają mieć jakiekolwiek przesłanie, o którym Jackson od początku mówił, że każdy człowiek obdarzony jest jakimś talentem, ale tylko nieliczni za jego pomocą mają światu coś do przekazania. Ally zwyczajnie się sprzedaje co doprowadza do niejednej kłótni między parą. 

Film ogląda się z przyjemnością. Podobno jest on 3 albo 4 adaptacją musicalu, ale akurat nie oglądaliśmy ani jednego z tych filmów wcześniej, więc wszystko tutaj było dla nas nowe. Fabuła może się wydawać momentami naciągana i bardzo bajkowa, szczególnie na początku. Szkoda, że niektóre wątki nie dostały trochę więcej czasu i zostały bardzo skrócone, albo musieliśmy się domyślać co się wydarzyło. Ekranowa chemia między Cooperem a Gagą jest wspaniała i wynagradza wiele. Para wypada rewelacyjnie zarówno w kameralnych, intymnych scenach jak i podczas występów przed tysiącami słuchaczy. Jak już pisałem ich wspólne występy są rewelacyjne i bardzo fajnie ich słucha i ogląda. Koncerty dają kopa, bardzo dobrze został sfilmowane i oprawa akustyczna stanęła na najwyższym poziomie.
Niestety jak to melodramat coś musi się psuć, coś się kończy i coś się zaczyna. Dla mnie zakończenie, a raczej powody takiego, a nie innego końca pozostawiły wielki niesmak w ocenie końcowej filmu. Ale i tak gorąco polecam bo jest to jeden z filmów, który raczej zapamiętacie i nawet do niego wrócicie.

Moja ocena 7,5
7.3/10
Facebook
Facebook
Twitter
YouTube
YouTube
Instagram