09 / 05 / 2019

Korponinja - recenzja
w pryzmacie EXP-a własnego

Na półeczce

Korposzczurek, korpoludek, Korpotrybik

Recenzję piszę jako osoba, która w korporacji pracowała całe 3 miesiące i najwyraźniej za mało wchodziłem w tyłek PMowi i za bardzo chciałem pokazać coś innego niż obrazki, które ktoś wymyślił 2 lata temu, przez co panie z 4 piętra zbyt długo musiały akceptować projekty i były niezadowolone, że tak długo trwa ze mną współpraca. 

Bo promocja była

Lars Berge. Totalnie nie znam człowieka. Nie czytałem żadnej jego książki wcześniej, nie wiedziałem że to Szwed ani o czym może być Korponinja. Innych szwedzkich autorów też nie znam dla ścisłości. Książka trafiła do mnie na półkę bo spodobał mi się tytuł i okładka i była promocja w jednej z księgarni internetowych i kosztowała bodajże 11 zł, a z Olą zamawialiśmy kilkanaście innych tytułów. Także czysty przypadek i ciekawość sprawiły, że sięgnąłem po ten tytuł.

Kim jest Jens Jansen? i dlaczego to twój Manager?

W jednej z setek podobnych do siebie „superważnych” korporacji – Helm Tech (branża: bezpieczeństwo, produkt: kaski rowerowe) urzęduje Jens Jansen – pracownik średniego szczebla, brand manager, ot, typowy przedstawiciel nowej klasy średniej. Jego przeciętność wpędza go w depresję, związek się rozpada, a nadęte gadki pseudospecjalistów od zawodowej motywacji budzą w nim dreszcz obrzydzenia. Jednak mężczyzna nie ma w sobie dość ikry, by coś w życiu zmienić. Po prostu – trwa. Ale na czym tak naprawdę polega to „trwanie”? Otóż Jensen głównie markuje robotę. Krąży po biurze z pustymi kartkami A4, przechadza się w te i we w te, organizuje fikcyjne zebrania, trzyma przy uchu telefon z włączonym trybem samolotowym… Byle tylko przetrwać do końca dnia.

Jakby nie spojrzeć to czy ktoś nie będący Project Managerem tylko członek zespołu projektowego itp. wie gdzie ci wszyscy PM dzwonią, biegają na spotkania i prawie nigdy nie ma ich przy biurku? Mojego PM potrafiłem widzieć około 2h przy biurku, z czego około 1h zajmowało przygotowanie mu idealnej wyciskanej kawy, którą najpierw mielił młynkiem w open space. Rano chował się z fajkiem przed budynkiem i udawał, że jest tak zaabsorbowany rozmową przez telefon, że nie widzi i nie słyszy jak człowiek chcąc być zwyczajnie kulturalnym mówi do niego cześć, mimo że to on powinien dbać o dobre relacje w zespole. 

Science-fiction czy literatura faktu?

Czytając kolejne strony książki wyobrażałem sobie, jak bardzo Jens Jansen, jego korporacja i współpracownicy różnią się od moich doświadczeń. Powiedziałbym, że wcale albo bardzo niewiele. Czy to znaczy, że autor bardzo dobrze nakreślił miejsca akcji, postaci, relacje między nimi czy może korporacje są do siebie bliźniaczo podobne a ludzie tam pracujący zdarzają się wszędzie? A czy u was znajdzie się osoba, która większość czasu spędza w kuchni na plotach albo na fajku i potrafi tak spędzić 5-6h? I wiecznie narzeka, że z niczym się nie wyrabia i o dziwo nikt jej nie lubi, ale z jakiegoś bliżej nikomu nieznanego powodu ta osoba nie jest zwalniana? Albo czy macie kolesia, który koniecznie musi pokazać jak dobrze zarabia i obnosi się ze swoją zajebistością, opowiadając gdzie to na weekend nie wyjechał na melanż albo jak dobra zabawa była w klubie ze striptizem? Lub czy w waszym zespole jest osoba, która odwala całą brudną robotę, pracuje skrupulatnie, wpada na super pomysły, a na końcu laury i tak zgarnia manager, który nic wcześniej nie robił? Ale wracając do Jensa Jansena, on ma tego zwyczajnie dość, boi się odpowiedzialności, boi się, że jak będzie lepiej pracować to dostanie awans, nowe obowiązki, kasa przestała mieć na niego wartość, żona go nie pociąga, nie kręci, w zasadzie nic go nie kręci. Wymyśla sobie siedząc w toalecie, że zniknie i znika…przez podwieszany sufit po wentylacji chowa się na resztę dnia i jak się potem okazuje na trochę dłużej. Przecież nikt nie będzie go szukać w pracy, bo przecież jak nieracjonalny jest to pomysł, żeby ukrywać się właśnie tam? Takich pomysłów natrafimy na kilkadziesiąt podczas czytania Korponinjy. Jens staje się człowiekiem cieniem, ukrywającym się w zakamarkach biura, tworząc nawet „obozowisko” w pomieszczeniu gospodarczym, do którego nikt nie zagląda. Wykorzystuje znalezione materiały biurowe do tworzenia rzeczy potrzebnych mu do przeżycia, później trafia na starą rozdzielnię telefoniczną, dzięki której może podsłuchiwać każdą rozmowę telefoniczną w firmie, sam mogąc zostać niewykrytym. Słyszeliście o przypadkach, że podobno 44% osób ogląda porno w pracy? Tutaj mamy jeszcze sytuację, że na czasie były sekstelefony i pan, który tam dzwonił miał bardzo specyficzne gusta.

Fajnie, fajnie i...

Korponinja to trochę pomieszanie różnych gatunków: jest tu i nuta społeczno-obyczajowa (relacje między bohaterami), i przygodowa (planowanie zdobywania pożywienia),  powieści kryminalnej (poszukiwania Jensa i intryga jaką sam uknuł aby nikt nie szukał go w biurze) i powieści sensacyjnej (intryga rewolucyjna). Mniej więcej do połowy książka to zbiór śmiesznych sytuacji, anegdot z życia open space, rozwiązania na jakie Jens wpada mają nawet jakiś sens i z lekkim przymrużeniem oka możemy je uznać za możliwe. Chociaż też nie raz nie było do śmiechu i zwyczajnie smutno się robiło po jakimś fragmencie. Potem autor nie wiedział chyba co ma już wymyślać i sytuacje stają absurdalne lub zwyczajnie infantylne, rozwiązania jakie proponuje i postaci wieją lekką nudą i pójściem na łatwiznę. Jeżeli komuś nie przeszkadza bardzo bujna wyobraźnia to spokojnie może dodać 1-2 oczka wyżej do końcowej oceny. Dla mnie do połowy jest super, potem mocno średnio, a koniec jest poprawny. 

Pytanie na koniec. Czy tak wygląda praca w korporacji i czy to czeka tam ludzi pracujących? Absolutnie nie, chyba że tkwicie w miejscu przez X lat, ale to wtedy trzeba zmienić pracę a nie formę pracy. Dobrze pokazany obraz codzienności przerysowanej w korporacji, nigdy nie będzie jego odzwierciedleniem w rzeczywistości, a jeżeli jest to może miejsce nie jest dla was. 

Moja ocena 6,5
6.5/10
Facebook
Facebook
Twitter
YouTube
YouTube
Instagram

Geek

Gram w grę, oglądam kolejny film Marvela lub obracam kartoniki do Magica. A dodatkowo sprawdzam co ładnego zawitało w świecie technologii.